W miedzianej wersji Samsunga Galaxy Note 20 Ultra zastosowano natomiast szkło matowe. A to robi różnicę. Smartfon praktycznie w ogóle się nie brudzi, a wszelkich pojawiających się raz po raz smug można się pozbyć jednym ruchem palca. Miła odskocznia od konstrukcji, które wymagają ciągłego pucowania.

Samsung Galaxy Note 20 Ultra jest mniej podatny na zabrudzenia niż Galaxy Note 10+

Efektem ubocznym zastosowania szkła matowego jest mniejsza przyczepność do dłoni. Wersje połyskujące (czarna i biała) będzie się trzymać pewniej, ale nie ma dramatu — nawet miedziany Galaxy Note 20 Ultra bynajmniej nie ma tendencji do wysuwania się z rąk.

 

Warto odnotować, że mówimy o pierwszym smartfonie ze szkłem Gorilla Glass Victus, które cechuje się podwyższoną odpornością na zarysowania i stłuczenia. Na ekstremalne testy wytrzymałościowe pozwolić sobie nie mogę, ale po dwóch tygodniach użytkowania na ekranie i tyle obudowy nie odnotowałem ani jednej mikroryski. Zapowiada się więc nieźle.

Podoba mi się odświeżone, bardziej agresywne wzornictwo z mocno wyeksponowanymi obiektywami z tyłu. W połączeniu z kanciastą bryłą sprawia to, że Galaxy Note 20 Ultra — w przeciwieństwie do poprzednika — nie przypomina żadnego innego smartfonu. Palcujący się S20 Ultra wygląda przy nim jak prototyp.

Co więcej — smartfon, mimo bardzo dużego ekranu 6,9 cala — zaskakująco dobrze leży w dłoni, choć jest to oczywiście kwestia mocno subiektywna. Przed ewentualnym zakupem radzę przejść się do sklepu i wziąć nowego Note’a do ręki, bo z pewnością dla części potencjalnych użytkowników okaże się zbyt wielki.

 

Odczucia premium potęgują doskonałe wibracje

Nie wiem, czy jest to kwestia rozłożenia podzespołów wewnątrz obudowy czy — co bardziej prawdopodobne — jakości użytego silniczka, ale Galaxy Note 20 Ultra wibruje o wiele przyjemniej niż S-dwudziestki.

Telefon skutecznie imituje kliknięcia i pracę fizycznych trybików pod ekranem, dzięki czemu obsługa staje się przyjemniejsza i bardziej intuicyjna. Przykładowo podczas korzystania z zoomu w aparacie w ogóle nie trzeba obserwować suwaka, bo zmiana obiektywu sygnalizowana jest przez silniejsze stuknięcie.

Dla mnie wibracje to aspekt, który definiuje smartfony premium. Cieszę się, że Samsung wreszcie przestał traktować ten aspekt po macoszemu.

 

W mojej ocenie Galaxy Note 20 Ultra to najładniejszy, najlepiej wykonany i najbardziej dopieszczony smartfon w historii Samsunga. Wreszcie czuć, za co się płaci.

Najbardziej Samsunga Galaxy Note 20 Ultra uwielbiam za aparat

108-megapikselowy aparat główny został odziedziczony po Galaxy S20 Ultra. Ten, choć bardzo dobry, miał jedną irytującą wadę — trudności z łapaniem i utrzymaniem ostrości. W Galaxy Nocie 20 Ultra problem ten został wyeliminowany dzięki laserowemu autofokusowi; nowy smartfon ustawia ostrość w oka mgnieniu.

Autofokus działa przy okazji w sposób bardziej inteligentny. Gdy obiekt w kadrze znajduje się zbyt blisko obiektywu, oprogramowanie sugeruje oddalenie aparatu i włączenie dwukrotnego zoomu.

 

Wady aparatu wyeliminowano, a zalety zostały. Galaxy Note 20 Ultra robi bardzo dobre zdjęcia w praktycznie każdych warunkach oświetleniowych. Fotki są bardzo szczegółowe i mają świetną dynamikę.

Duża matryca przekłada się ponadto na płytką głębię ostrości, dzięki czemu zdjęcia obiektów znajdujących się nawet kilkadziesiąt centymetrów od obiektywu mają przyjemną plastykę. W zasadzie korzystanie z trybu portretowego generującego rozmycie cyfrowe staje się zbędne.

Telefon Samsunga utrzymuje zbliżoną kolorystykę i balans bieli podczas fotografowania wszystkimi obiektywami. Dopiero w bardzo trudnych warunkach oświetleniowych obiektyw ultraszerokokątny oraz teleobiektyw zaczynają radzić sobie wyraźnie gorzej. Ten ostatni po zmroku często nie jest zresztą aktywowany w ogóle, bo oprogramowanie woli zastosować zoom cyfrowy.

 

W słabym świetle aparat robi wszystko, by rozjaśnić kadr, nawet gdy tryb nocny jest wyłączony. Zazwyczaj daje to dobre rezultaty. Gdy jednak kadr jest zdominowany przez niebo, zdarza się, że to jest mocno zaszumiane. Aspekt ten może jednak zostać naprawiony aktualizacją oprogramowania.

Samsung Galaxy Note 20 Ultra: tryb nocny

Wprawdzie nie miałem jeszcze okazji porównać aparatów Galaxy Note’a 20 Ultra i S20 Ultra bezpośrednio, ale odnoszę wrażenie, że fotki z Note’a są mniej przeostrzone i bardziej naturalne. Ma to sens – „eski” to telefony lifestyle’owe, skierowane w dużej mierze do młodych użytkowników. Natura Note’ów jest natomiast bardziej biznesowa. Dwie różne grupy docelowe z pewnością wymagają od aparatu czegoś innego.

Mój ulubieniec z całego zestawu to peryskopowy teleobiektyw

Galaxy Note 20 Ultra — oprócz 108-megapikselowego aparatu głównego — ma także 12-megapikselowy aparat z obiektywem ultraszerokokątnym oraz 12-megapikselowy aparat z teleobiektywem. Ten ostatni generuje 5-krotne przybliżenie optyczne.

Fizycznie długa ogniskowa ma dwie zalety: możliwość robienia zdjęć z dużej odległości oraz płytką głębię ostrości. Podczas codziennego fotografowania nietrudno ocenić oba atuty.

Któregoś dnia zauważyłem na moście ważkę. Gdybym podszedł z aparatem bliżej, pewnie bym ją spłoszył. Podchodzić jednak nie musiałem, bo mogłem skorzystać z zoomu.

Obie fotki zrobiłem z tego samego miejsca. Drugie zdjęcie nie dość, że jest bardzo szczegółowe jak na 10-krotne zbliżenie to jeszcze cechuje się silnie rozmytym tłem, dzięki czemu jest milsze dla oka.

A tutaj uchwycona w podobny sposób pszczoła:

Ta długa ogniskowa zacieśnia oraz rozmywa tło, dzięki czemu doskonale sprawdza się także podczas robienia portretów.

Uwielbiam ten aparat.

Peryskopowy teleobiektyw Samsunga Galaxy Note 20 Ultra zdaje oczywiście egzamin także podczas fotografowania z większych odległości

Smartfon potrafi wygenerować maksymalnie 50-krotne przybliżenie hybrydowe, choć tak duży zoom to w większości przypadków sztuka dla sztuki. Poniżej kilka przykładowych zdjęć na różnym poziomie przybliżenia.

0,5x:

1x:

Oprogramowanie wspomaga pracę zoomu, wygładzając krawędzie czy obiekty o jednolitej fakturze. W związku z tym zakres użyteczności zoomu uzależniony jest od scenerii. Fotki z zoomem 10x praktycznie zawsze wyglądają dobrze, ale zdarza się, że i po 20-krotnym zbliżeniu fotka pozostaje w pełni użyteczna.

Zwrócę uwagę na jeszcze jedną rzecz. Teleobiektyw ma przybliżenie optyczne 5x, co oznacza, że zoom do wartości 4,9x realizowany jest cyfrowo. Obawiałem się, że górny zakres przybliżenia cyfrowego będzie bezużyteczny, ale tak nie jest.

Oto zdjęcie zrobione aparatem głównym bez zbliżenia:

Tu ten sam aparat z cyfrowym zoomem 4,9x:

A tu teleobiektyw i optyczne przybliżenie 5x:

Oto potęga 108 megapikseli, dzięki którym zoom cyfrowy skutecznie wypełnia lukę między optycznymi wartościami 1x i 5x. Bo tak — choć smartfon domyślnie robi zdjęcia 12 Mpix w trybie łączenia pikseli, podczas zoomowania wykorzystywana jest pełna rozdzielczość matrycy.

A, i tak — Galaxy Note’em 20 Ultra można zrobić zdjęcie Księżyca.

Aparat Galaxy Note’a 20 Ultra ma jednak swoje minusy

Wszystkie obiektywy otoczone są pierścieniami, które w efektowny sposób odbijają światło. Wygląda to dobrze, ale gdy pierwszy raz zobaczyłem te soczewki, zacząłem się obawiać, czy połyskująca otoczka nie będzie się przekładać na powstawanie refleksów na zdjęciach. Cóż…

W nocnej scenerii, gdy w kadrze znajduje się źródło silnego światła, czasem pojawiają się flary, wywołane prawdopodobnie właśnie przez wspomniane pierścienie.

Zaznaczę, że nie jest to problem występujący cały czas. Spodziewając się tego mankamentu, spacerowałem po mieście w pobliżu różnych źródeł światła, aby wywołać go niejako na siłę. Aby flary się pojawiły, odpowiednio silne światło musi padać z odpowiedniej odległości pod odpowiednim kątem. Podczas codziennego fotografowania problem ten występuje u mnie rzadko i w dużo mniejszym stopniu (głównie podczas korzystania z trybu nocnego). Zresztą wyżej możecie zobaczyć, że większość zrobionych przeze mnie zdjęć nocnych jest flar pozbawionych.

Niemniej — jak widać — w mocno niefortunnych warunkach może to popsuć zdjęcie. Dziwi mnie, że firma mająca przecież wieloletnie doświadczenie w projektowaniu smartfonów nie przewidziała tak oczywistego problemu z połyskującą otoczką obiektywów.

Kolejny minus to brak sensora ToF, z którego korzystać lubiłem. Moja teoria jest taka, że Samsung miał go w planach, ale gdy na jaw wyszły problemy S20 Ultra z autofokusem, postanowił zastąpić go laserowym czujnikiem, bo na oba komponenty zabrakło miejsca w obudowie lub/i przewidzianego na aparat budżetu.

Samsung Galaxy Note 20 Ultra świetnie radzi sobie także z rejestracją wideo

Nagrywane nowym samsungiem filmy cieszą oko nie tylko w dobrych, ale i trudniejszych warunkach oświetleniowych. Mają wysoką rozpiętość tonalną i żywe, ale nieprzesycone kolory. Note 20 Ultra poprawnie ustawia ostrość i jej nie gubi. Podoba mi się też to, że moment zmiany obiektywu podczas filmowania (na co zresztą nie każdy telefon pozwala) maskowany jest animację przybliżenia lub oddalenia.

Uwagę zwrócić należy także na nowy tryb profesjonalny, który daje miłośnikom mobilnego filmowania spore pole do popisu. Ręcznie kontrolować można prędkość otwarcia migawki, ISO, ostrość, balans bieli, odcień, kontrast, nasycenie prześwietlenia oraz cienie. Oprogramowanie pozwala także płynnie regulować zoom czy aktywować i dezaktywować pojedyncze mikrofony (zarówno wbudowane z przodu i z tyłu, jak i zewnętrzne przewodowe i bezprzewodowe). Jest się czym bawić.

Mocno promowane przez producenta 8K to dla mnie jednak sztuka dla sztuki. Owszem, szczegółowość obrazu wzrasta (choć to docenić można jedynie wyświetlając film na niszowym telewizorze), ale jest to okupione wieloma kompromisami. W trybie 8K klatkaż spada do 24 kl/s, stabilizacja obrazu jest wyłączana, kadr jest zawężany, a możliwość zmiany obiektywów znika.

Wyświetlacz Samsunga Galaxy Note 20 Ultra jest doskonały w każdym calu

Smartfon ma 6,9-calowy panel Dynamic AMOLED 2x, działający w trybie 1080p/120 Hz lub 1440p/60 Hz. Dla mnie rozdzielczość FullHD jest wystarczająca, a dzięki zwiększonej częstotliwości odświeżania nawet najprostsze animacje cieszą oko.

Warto odnotować, że Samsung zastosował nowy typ ekranu, który dynamicznie dostosowuje częstotliwość odświeżania obrazu do wyświetlanych treści. Animacje interfejsu wyświetlane są w 120 Hz. Gdy odtwarzany jest film 24 kl/s, panel przechodzi w tryb 24 Hz. Podczas wyświetlania statycznych treści ekran potrafi zejść natomiast nawet do 10 Hz. Dla ludzkiego oka są to różnice niezauważalne, ale dla baterii jak najbardziej.

Jakość wyświetlanego obrazu jest — jak to u Samsunga bywa — znakomita. W nowym panelu producent usprawnił jednak maksymalną jasność, w efekcie czego do czytelności w nawet piekielnie ostrym słońcu nie mam najmniejszych zastrzeżeń.

Mało tego — z jakiegoś powodu na Galaxy Nocie 20 Ultra obraz wyświetlany jest nieco inaczej niż we wcześniejszych modelach. Sprawia wrażenie naklejonego na szkło, a nie ukrytego przed nim, co daje bardzo atrakcyjny dla oka efekt. Podejrzewam jednak, że jest to zasługa nie tyle wyświetlacza samego w sobie, co nowej generacji szkła Gorilla Glass.

Otwór w ekranie jest bardzo mały i nieinwazyjny, a otaczające cały panel ramki ekstremalnie małe. Krawędzie zakrzywione są bardzo subtelnie, więc nie irytują.

Bez zarzutów działa również wbudowany w ekran ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych. Jest piekielnie szybki, skuteczny i niestraszne mu nawet wilgotne palce.

Samsung Galaxy Note 20 Ultra ma ekran ocierający się o mój ideał. Do absolutnej pełni szczęścia brakuje mi już jedynie usunięcie otworu i ukrycie aparatu w wyświetlaczu.

Bardzo dobre są także głośniki stereo, choć mają jedną wadę

Generowany przez Samsunga Galaxy Note 20 Ultra dźwięk jest głęboki, głośny i klarowny. Oba głośniki mają zbliżoną głośność, a duża odległość między nimi (to wyjątkowo długi smartfon) przekłada się na wyraźne odseparowanie ścieżek stereo. Podczas grania w gry wideo wyraźnie słychać, z której strony dobiegają strzały czy dialogi.

Oglądanie filmów czy nawet słuchanie muzyki to czysta przyjemność. Głośniki są w mojej ocenie wystarczająco dobre, by wybierając się na biwak rozważyć zostawienie głośnika Bluetooth w domu.

Jest tylko jeden szkopuł — umiejscowienie dolnego głośnika multimedialnego. Jeśli mnie pamięć nie myli, chyba po raz pierwszy zepchnięto go na lewą stronę obudowy, co źle wpływa na ergonomię.

Głośnik multimedialny łatwiej jest zablokować dłonią, gdy dolna krawędź obudowy trzymana jest w prawej ręce (oprogramowanie traktuje taką orientację jako domyślną). Z tego powodu musiałem zmienić przyzwyczajenia i w pozycji poziomej często trzymam telefon odwrotnie niż dotychczas. W innym przypadku ułożenie dłoni w taki sposób, by nie zablokować dźwięku, jest piekielnie trudne.

Nowy rysik S Pen faktycznie jest odczuwalnie szybszy

Względem poprzednika Samsung zmniejszył czas reakcji ekranu na ruch rysika z 42 do 9 ms. Podczas notowania na Galaxy Nocie 20 Ultra nie czuć praktycznie żadnego opóźnienia nawet przy ekstremalnie gwałtownych ruchach, co robi wrażenie.

Czy jest to jednak aspekt, dla którego warto przesiadać się na nowy model? W mojej ocenie nie, bo Note’y pod względem czasu reakcji już od wielu lat nie dają powodów do narzekań. W nowym modelu tworzenie notatek czy szkicowanie jest co najwyżej troszkę bardziej komfortowe.

Nowa generacja S Pena obsługuje ponadto większy arsenał wykonywanych w powietrzu gestów. Rysik radzi sobie z tym dobrze, ale osobiście wykorzystuję go jednak wyłącznie do zdalnego wyzwalania spustu migawki i raczej się to nie zmieni.

Niemniej lepiej takie możliwości mieć lub ich nie mieć. Jeśli ktoś używa telefonu w taki sposób, że wygodnie jest mu uruchamiać aparat, kalendarz czy cokolwiek innego np. potrząsając rysikiem w powietrzu, nic nie stoi na przeszkodzie, by tak go skonfigurować.

Bezprzewodowy DeX nabiera sensu

Od czasu Galaxy S8 Samsung stosuje w swoich sztandarowych telefonach pecetowy tryb DeX, który po podłączeniu monitora, klawiatury i myszy pozwala korzystać ze smartfonu jak z namiastki komputera.

Początkowo wymagał on użycia sprzedawanej osobno przejściówki, a później kabla HDMI. Galaxy Note 20 to pierwszy samsung, w przypadku którego funkcja działa całkowicie bezprzewodowo. Wystarczy telewizor, monitor lub projektor z funkcją Screen Mirroring, a telefon może pełnić funkcję gładzika i klawiatury.

I to zmienia postać rzeczy. Dotychczas prywatnie nigdy z tej funkcji nie korzystałem, bo nie mam odpowiednich akcesoriów, a i pewnie nie pamiętałbym, by je za sobą zabierać. Po odcięciu trybu DeX od kabli zaczyna ona jednak nabierać sensu.

Realnie teraz wystarczy wrzucić do plecaka klawiaturę Bluetooth, by w miarę komfortowo popracować na hotelowym telewizorze. Oczyma wyobraźni widzę także przedstawiciela handlowego, który wyświetla pokaz slajdów na ekranie zastanym u klienta.

Warto odnotować, że po włączeniu trybu DeX, smartfon może działać niezależnie, wyświetlając jednocześnie dwa różne interfejsy na dwóch różnych ekranach.

Bateria Samsunga Galaxy Note 20 Ultra na razie ni grzeje, ni ziębi

Z naciskiem na „na razie”. Nakładka One UI Samsunga ma to do siebie, że uczy się zwyczajów użytkownika i optymalizuje pracę baterii, co zajmuje sporo czasu. Pamiętam, że Galaxy Note’a 10+ początkowo ładowałem dwa razy dziennie, ale z czasem zaczął wyciągać dobę intensywnego lub dwie doby umiarkowanego.

Na razie Galaxy Note 20 Ultra z ekranem ustawionym na 120 Hz wykręca u mnie dobę z ekranem aktywnym przez 5–6 godzin. To przeciętny wynik i mocno liczę na to, że z czasem przerodzi się to w 7–8 godzin.

Widzę wyraźnie, że sporym pochłaniaczem energii jest aparat. Telefon po uruchomieniu apki fotograficznej uruchamia w tle wszystkie trzy sensory. Ma to tę zaletę, że przełączanie się między obiektywami przebiega szybko i płynnie, ale przekłada się na szybkie topnienie baterii. W moim przypadku wystarczył 2-godzinny fotospacer, by Galaxy Note 20 Ultra zjechał ze 100 do 30 proc.

Telefon częściowo rekompensuje braki w miliamperogodzinach zaawansowanym trybem oszczędzania energii, szybkim ładowaniem 25 W oraz ładowaniem bezprzewodowym i zwrotnym. W skrajnych sytuacjach można wjęc jednym kliknięciem zmniejszyć wydajność i rozdzielczość ekranu czy podłączyć Galaxy Note’a 20 Ultra na moment do ładowarki, by zyskać kilka godzin pracy.

Wydajność? Jest OK, choć mogłoby być lepiej

Świeżo po wyjęciu z kieszeni Samsung Galaxy Note 20 Ultra działa jak złoto. Animacje w 120 Hz są ultrapłynne, a wszystkie polecenia wykonywane są błyskawicznie. Niczego innego od telefonu tej klasy oczekiwać jednak nie można.

Bardzo wysoki komfort pracy zapewnia też duża ilość pamięci operacyjnej, której jest aż 12 GB. Smartfon po całym dniu intensywnego wykorzystywania potrafi błyskawicznie załadować apkę używaną dzień wcześniej.